Rozdział XII
Dzisiaj
zaczynały się prace społeczne. Naruto szedł z małym uśmiechem
na twarzy w stronę hali sportowej. Zastanawiał się czy Hinata już
tam jest. Podszedł do drzwi i już je chciał otworzyć gdy usłyszał
głos granatowowłosej.
- Jak
to mamy iść gdzie indziej. Przecież wczoraj Tsunade-sama
powiedziała, że mamy tu sprzątać – najwidoczniej dziewczyna nie
był zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Ale
niestety jest tu już za dużo osób. Ale wiem gdzie możecie iść –
osoba, z którą rozmawiała Hinata była Anko-sensei. Obie wyszły z
hali i natknęły się na Naruto.
- Dobrze,
że już jesteś. Nie będziecie tu sprzątać. Chodźcie za mną –
nauczycielka prowadziła ich przez cały korytarz. Doszli do schodów
i zeszli jeszcze niżej. Znajdowali się w korytarzu piwnicznym. Anko
otworzyła im drzwi do klasy. Był w nim nie mały bałagan. Wszędzie
było wszystko porozrzucane, w kątach pajęczyny a w powietrzu czuć
było zapach zbierającego się przez wiele lat kurzu.
- Kiedy
tu ostatni raz ktoś sprzątał – powiedział Naruto ze skrzywioną
miną, machając przed twarzą ręką aby choć trochę odgonić ten
nieprzyjemny zapach.
- Nie
pamiętam. Bierzcie się do roboty – podała im wszystkie potrzebne
środki czystości i inne potrzebne rzeczy i wyszła zostawiając ich
z tym bałaganem samych. Naruto z Hinatą popatrzyli na siebie i
weszli do środka ze zrezygnowaniem.
Kochany
pamiętniku.
Dzisiaj
piszę po raz pierwszy popołudniu. Nigdy nie spodziewałam się
tego, że wyniosę Cię z domu. Teraz siedzę na długiej przerwie na
schodach na dach. Wczoraj Daiki rozmawiał ze mną i nie wiem co mam
robić. Na wagarach obiecałam mu, że nigdy się nie rozdzielimy, że
będziemy razem choćby nie wiadomo co się działo. Nie dotrzymałam
obietnicy. Lubię Daikiego ale Sasuke jest moim chłopakiem i to jemu
chcę teraz poświęcać więcej czasu. Taka jest moja rola. Chciałam
z nim być i zdawałam sobie z tego sprawę, że nie będę mogła
spotykać się często z Daikim. Nie mam pojęcia co robić. Brakuje
mi go i jego uśmiechu. Ale nic na to nie poradzę. Sasuke jest teraz
najważniejszy i wiem, że nic nas nie rozłączy. Muszę już
kończyć. Właśnie zadzwonił dzwonek. Napiszę wieczorem. Nana.
- Naruto,
możesz mi pomóc? – Hinata próbowała zdjąć pajęczynę z
jednego rogu w pomieszczeniu. Sprzątanie nie szło im za dobrze. Na
początku nie wiedzieli za co mają się wziąć. Przez prawie 15
minut patrzyli się na bałagan i nie ruszyli się z miejsca.
- Już
idę – chłopak złapał dziewczynę za biodra i podniósł ją do
góry.
- Przestań,
postaw mnie – krzyknęła dziewczyna i zaczęła się szarpać.
- Nie
ruszaj się tak po zaraz się wywrócimy. Wycieraj tą pajęczynę i
już – Hinata szybko starła ją. Chłopak postawił ją na miejsce
a ta patrząc na niego zarumieniła się.
- Nie
rób tego więcej – powiedziała cicho i speszona odwróciła się.
- Dlaczego.
Bardzo lubię gdy jesteś tak blisko mnie – mówiąc to podszedł
do dziewczyny i przytulił ją delikatnie w pasie – a wiesz co
jeszcze bardzo chciałbym polubić?
- Nie
wiem czy chcę wiedzieć – mimo jej stanowczego głosu jej policzki
zaróżowiły się. Chłopak na jej odpowiedź delikatnie wpił się
w jej usta. Hinata próbowała się od niego odsunąć niestety
uścisk Naruto był za mocny. Po chwili dziewczyna całkowicie
zapomniała o swoich obawach względem niego i z taką samą
namiętnością oddawała pocałunki. Po chwili oderwali się od
siebie. Dziewczyna popatrzyła na Naruto zamglonym wzrokiem. Podobało
jej się i to bardzo, ale nie chciała tego po sobie pokazywać.
Odeszła od chłopaka i próbowała zająć się pracą. Niestety nie
mogła. Ręce cały czas jej się trzęsły, na ustach czuła smak
jego ust a serce mało nie wypadało jej z piersi. Nie wiedziała co
myśleć o tym. Złamała się i to wszystko skomplikuje. Naruto za
to patrzył na nią z szerokim uśmiechem. Wiedział, że teraz
Hinata będzie jego. I nawet Daisuke nie zniszczy tego.
Ino
z Sakurą szły w stronę domu blondynki. Jako, że dziewczyny
pierwsze uwinęły się z robotą w szkole na dzisiaj miały wolne.
Nagle Sakura dostała SMS-a. Odczytała go i schowała telefon do
kieszeni. Blado uśmiechnęła się do Ino i powiedziała, że musi
już iść. Blondynka próbowała ją zatrzymać ale Sakura nie
dawała za wygraną i pobiegła. Różowo włosa biegła ile sił w
nogach. Po chwili zatrzymała się, żeby odpocząć i ponownie
wyjęła telefon i odczytała wiadomość. „Jestem koło parku.
Masz przyjść w pięć minut inaczej wiesz co Cię czeka” -
dziewczyna przeczytała na głos treść wiadomości i pobladła
jeszcze bardziej gdy zobaczyła godzinę nadesłania wiadomości a
godzinę która jest teraz. Spóźniła się. Dostała kolejnego.
„Zapraszam” - przeczytała w myślach i jeszcze szybciej
pobiegła. Przestraszyła się. Mimo, że Lee był dla niej miły i
opiekuńczy przy ludziach to nie znaczy, że była taki sam jak byli
tylko we dwoje. Budził się w nim potwór. Nie mogła go zostawić.
Szantażował ją. Mówił, że jeśli odejdzie to wszyscy dowiedzą
się że nie jest wcale taka cicha jak się może wydawać. Dobiegła
do parku. Zauważyła go. Podeszła powoli. Najgorsze było to, że w
tym miejscu nikogo nie było. Popatrzyła na niego ze łzami w
oczach. Wiedziała co się teraz będzie działo. Chłopak delikatnie
złapał ją za brodę ale po chwili złapał mocniej i przyciągnął
jej twarz do swojej.
- Spóźniłaś
się szmato – na jego ustach widniał szyderczy uśmiech.
-Nie
mów tak do mnie – chciała się mu postawić. Pokazać, że nie
może nią pomiatać ale było już za późno.
- Będę
mówił jak mi się podoba. Jesteś zwykłą szmatą i tyle. Idziemy
do mnie – w jego oczach była tak jakby satysfakcja z tego co mówi.
- Nie
chcę – krzyknęła i zamknęła oczy. Poczuła ból. Lee złapał
ją za włosy.
- Co
Ty kurwa powiedziałaś dziwko. Nie masz prawa się tak do mnie
odnosić. Zrozumiałaś – zapłakana dziewczyna tylko kiwnęła
głową. Chłopak puścił jej włosy i poszedł. Sakura ruszyła za
nim. Doszli do ciemnej dzielnicy. Hinata zawsze myślała, że
chłopak pochodzi z normalnej rodziny. Nigdy nie opowiadał o swoich
rodzicach. Gdy powiedział jej, że zginęli w wypadku a nim zajmuje
się babcia zrobiło się jej szkoda chłopaka. Wtedy mu uwierzyła.
Ale gdy pierwszy raz zaprowadził ją do siebie nie wiedziała co
powiedzieć. Brudna dzielnica w której późny powrót do domu może
okazać się najgorszym koszmarem. Weszli do jego mieszkania.
Dziewczyna stanęła w progu i nie chciała się ruszyć. Zawsze to
mieszkanie budziło w niej odrazę. Nie dlatego, że było stare ale
dlatego, że to w nim działy się te wszystkie okropne rzeczy. Po
raz setny rozejrzała się po jedynym pokoju w mieszkaniu. Zwykł
pomieszczenie w którym na najdłuższej ścianie, na samym środku
widniało brudne, stare okno. W rogu po lewej stronie było średniej
wielkości łóżko, naprzeciwko stała wielka drewniana szafa a obok
regał z różnymi rzeczami. Na środku pokoju stał okrągły stół
a przy nim jedynie dwa krzesła. Obejrzała się do tyłu gdyż
poczuła na sobie zimne ręce chłopaka. Zamknęła oczy. Wiedziała,
że teraz już się nie uwolni. Zawsze tak było. Chłopak popchnął
ją na stół. Uderzyła się o krzesło w plecy. Jęknęła z bólu.
Chłopakowi jakby sprawiło to przyjemność napluł na rękę i
wymierzył jej siarczysty policzek. Dziewczyna popatrzyła na niego
załzawionymi oczami. Podszedł do niej gwałtownie i wpił się w
jej usta. Zaczął rozpinać guziki jej sweterka i jednocześni
zdejmował spodnie. Sakure sparaliżował strach. Za każdym razem
tak było. Wziął ją na ręce i rzucił na łóżko rozebrał
siebie i ją i wszedł w nią boleśnie. Dla niego liczyło się
tylko to co on czuje. Za każdym razem gdy tak się działo w jej
głowie, jakby echem odbijały się słowa: Sasuke, pomóż mi,
proszę.
Na
następny dzień Ino siedziała w szkole i zastanawiała się nad
wczorajszym zachowaniem Sakury. Nigdy taka nie była. Musiała
porozmawiać o tym z Hinatą. Przecież była jej najlepszą
przyjaciółką. Rozejrzała się po klasie. Zobaczyła wchodzących
Sakurę i Lee. Na ustach dziewczyny widać było szeroki uśmiech a
chłopak przytulał ją jednym ramieniem. Od razu pomyślała, że
może jej chłopak coś wie. Na pewno mu mówi o wszystkim. Podeszła
do nich i poprosiła chłopaka na chwilę n bok.
- Cześć.
Wiesz może czy Sakura ma jakieś problemy z kimś w domu albo coś –
z jej twarzy i oczu można było wyczytać, że jest strasznie
przejęta.
- Nie.
Przynajmniej mi nic nie mówiła. A coś się stało – powiedział
z udawaną troską.
- Wczoraj
miałyśmy iść do mnie ale ona nagle dostała jakiegoś SMS-a i od
razu pobladła i uciekła pod pretekstem, że musi już iść.
Chciałam ją zatrzymać ale strasznie się upierała. Mało się nie
rozpłakała. Myślałam, że coś wiesz.
- Nie.
Nie wiem. Porozmawiam z nią. Trzeba jej pomóc.
- Dziękuję.
Wiedziałam, że Sakura dobrze robi będąc z Tobą – Ino
przytuliła chłopaka. W pewnym momencie można było zobaczyć jego
szyderczy uśmiech. Ino z powrotem poszła do swojej ławki.
Wiedziała, że teraz Sakurze nic nie grozi. Ale czy aby na pewno?
Komentarze
Prześlij komentarz