Rozdział XI


Na następny dzień Naruto szedł do szkoły z uśmiechem na ustach. Dzisiaj mieli zacząć odrabiać prace społeczne. Miał nadzieje, że Daisuke nie popsuje mu tego. Sasuke podsunął mu wczoraj wieczorem bardzo dobry plan, który zamierzał wprowadzić w życie. Miał nadzieje, że nikt nie przeszkodzi mu w tym. Doszedł do budynku i z wielkim bananem na twarzy przekroczył próg szkoły. Gdy przechodził między uczniami aby przedrzeć się do swojej szatni, każdy patrzył na niego jak na osobę zza światów. Gdy wszedł do szatni, osoby z klasy także patrzyli na niego jak na jakiegoś dziwaka.
- Dzwońcie po karetkę – krzyknął chłopak z jego klasy.
- Daj spokój Goi. Aż tak źle ze mną nie jest – powiedział rozbawiony Naruto
- Aha. Czyli jednak coś Ci jest. Mów, która osoba sprawiła, że tak wyglądasz? - wskazał palcem na jego twarz
- Co? Coś nie tak z moją twarzą? - Naruto wyciągnął telefon i zaczął się przeglądać – nie no. Chyba wszystko dobrze – popatrzył pytająco na Goia
- Ty się uśmiechasz. To jest nieprawdopodobne. Sasuke – krzyknął chłopak na całe pomieszczenie – zapisuj to w kalendarzu. Nie możemy tego tak zostawić
- Jasna sprawa. Jesteś w niemałym szoku – powiedział Sasuke i podrapał się w tył głowy
- To jest nie możliwe. Serio. Naruto się uśmiecha, Sasuke składa zdania z sensem – popatrzył na drzwi gdyż ktoś wszedł do pomieszczenia – i Hinata w sukience? Co się dzieje. Ja chyba jestem we śnie, albo jakimś genjutsu – powiedział rozbawiony chłopak. Naruto popatrzył na dziewczynę i nie mógł przez chwilę oderwać od niej wzroku. Jego oczy napawały się widokiem odkrytych nóg dziewczyny. Hinata nie zważając na wlepiony w nią wzrok Naruto zaczęła ściągać kurtkę. Teraz chłopak widział jej odkryte ramiona. Jego oczy błądziły po całej jej tali wyobrażając ją sobie w jego ramionach, uśmiechniętą do niego, całującą go. Zatracił się w tym wszystkim, nie wiedział, że jakakolwiek dziewczyna będzie potrafiła zawrócić mu tak w głowie. Myślał o niej cały czas. Jej twarz pojawiała mu się w jego snach a nawet gdy na chwilę zamknął oczy. Jej obraz został wyryty w jego wyobraźni i najwidoczniej wcale nie ma zamiaru stamtąd znikać. Dobrze wiedział, że się zakochał gdyż mama z tatem zawsze powtarzali mu co to jest miłość, Jednak on nigdy wcześniej nie miał okazji poznać osobiście tego uczucia, aż do teraz. Zawsze był oziębłym chłopcem, który wykorzystywał dziewczyny dla swoich potrzeb. Do żadnej nic nie czuł. Dla niego była to po prostu zabawa. Nie obchodziły go uczucia innych to, że zaraz po zerwaniu uciekała z płaczem. Miał to gdzieś. Teraz to co innego. Może po prostu jest to taka miłość romantyczna. Pragnie czegoś, czego nie jest w stanie osiągnąć. Być może. Jednak, gdy Hinata będzie już jego i odwzajemni uczucia, którymi darzy ją blondyn nie zamierza się przestraszyć i jej zostawić. Nie zamierza okazać się zimnym draniem, który zechce tylko jednego a następnie rzuci ją i znajdzie sobie inną zdobycz. On na nią nie patrzy jak na osobę na jedną noc, tylko jak na kobietę jego życia, żonę i matkę jego dzieci. Chce być z nią szczęśliwy i darzyć ją swoją miłość, bronić ją przed złem i wycierać jej łzy. Gdy będzie nosiła pod sercem jego dziecko, chce wyręczać ją w większości zadań, spełniać wszystkie jej zachcianki i kochać ją tak, jak żaden inny.

Wszyscy usadowili się w klasie. Naruto dalej miał czerwoną twarz po tym gdy Sasuke podszedł do niego w szatni i na cały głos krzyknął mu do ucha:”Zakochałeś się czy szukasz czegoś w myślach?” Każdy wtedy popatrzył na niego i zaczęli się śmiać, gdyż Hinata dawno już poszła a Naruto wpatrywał się w Karin, która szczęśliwa nie wiedziała czy podejść do blondyna czy po prostu się na niego rzucić. Naruto szybko się ogarnął i uciekł z szatni. Wiedział, że dziewczyna na pewno nie da mu teraz spokoju. I dobrze myślał gdyż do jego ławki podbiegła Katin i rzuciła się na niego.
- Nauro-kun. Może dzisiaj chcesz przyjść do mnie. Pobawimy się – powiedziała z wielkimi rumieńcami, które miały kolor jej włosów. Chłopak postanowił wrócić do swojego poprzedniego „ja”.
- Złaź ze mnie idiotko. Co Ci na ten mały móżdżek padło, że kiedykolwiek zechce się z Tobą zadawać. Jesteś bardziej pusta niż myślałam. A sądziłem wcześniej, że osiągnęłaś szczyt.
- Oj Nauro-kun. Ja widziałam jak na mnie patrzyłeś w szatni – powiedziala piskliwym głosem. Każdy się odwrócił.
- Nie wiem, co sobie wbiłaś do głowy ale zapamiętaj, że ja nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę Tobą zainteresowany. Zapamiętaj to – powiedział oschłym głosem a jego oczy były jak dwie czarne dziury. Lecz Karin wcale nie zraziła taka odpowiedź. Już wstawała gdy podeszła Hinata.
- Nie słyszałaś co powiedział. Masz się od niego odczepić.
- To nie Twoja sprawa idiotko. Naruto jest mój i zapamiętaj to sobie – po tych słowach dziewczyna poszła na swoje miejsce a Naruto zwrócił się do granatowowłosej.
- Czyżbyś była zazdrosna? - powiedział z zadziornym uśmieszkiem
- Nie żartuj sobie. Szkoda mi się Ciebie zrobiło więc podeszłam i przegoniłam ją, Nic więcej – odpowiedziała i usiadła obok chłopaka.
- Widzę, że Sasuke będzie musiał jednak zostać na miejscu Kiby. Ale wcale mi to nie przeszkadza – w tym samym momencie do klasy wszedł nauczyciel. Cała lekcja toczyła się w ciszy i spokoju gdyż nauczycielem był Orochimaru. Nikt wolał nie zachodzić mu za skórę. Pamiętają akcję z Naruto i Sasuke. Woleliby uniknąć takich wrażeń.

Nastała 25 minutowa przerwa. Prawie każdy siedział na stołówce i zajadał się pysznościami, które przyniósł z domu. Wśród grupki osób siedzących przy stoliku brakowało pewnego, głośnego bruneta. Owy chłopak siedział razem ze swoją dziewczyną na schodach od dachu. Byli do siebie przytuleni i zawzięcie dyskutowali na temat pracy społecznej. Sasuke nie był w parze razem z Naną, ale im nie przeszkadzało to w ustalaniu kto co robi. Ta para bardzo dobrze się dogadywała. Nagle podszedł do nich Daiki.
- Nana, możemy porozmawiać? - dziewczyna popatrzyła na Sasuke, następnie na Daikiego i podeszła do chłopaka. Ten odciągnął ją na taką odległość, żeby Sasuke niczego nie mógł usłyszeć.
- Powiedz mi, co się z nami stało? - zaczął pierwszy
- Po prostu teraz jestem z Sasuke i jemu muszę poświęcać więcej czasu – powiedziała patrząc mu prosto w oczy
- Ale my nawet ze sobą nie rozmawiamy. Zachowujemy się jakbyśmy się nie znali.
- Daiki, wiem, że to tak wygląda – dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
- Nie pamiętasz co już co obiecywaliśmy sobie na wagarach – dziewczyna wróciła do dnia gdy po raz pierwszy poszła na wagary.

Na dworze panował mróz i śnieg mocno sypał. Nana szła szybkim krokiem do swojego najlepszego przyjaciela. Była bardzo podekscytowana i nie wiedziała czy nie będzie miała przez to żadnych kłopotów. Rozglądała się na każdą stronę w poszukiwaniu nauczyciela bądź jakiegoś ucznia z jej klasy. Mimo, że trochę się bała, że ją ktoś zobaczy szła z uśmiechem na ustach. Były to jej pierwsze wagary i nie za bardzo wiedziała jak się zachować. Przez chwilę zastanawiała się czy nie pójść jednak do szkoły, ale odpędziła od siebie tę myśl i jeszcze szybciej zaczęła iść. Gdy podeszła pod dom Daikiego nawet nie zapukała tylko od razu weszła do środka. Po zamknięciu drzwi oparła się o nie i zsunęła się po nich. Daiki słysząc zamykające się drzwi poszedł sprawdzić kto przyszedł. Widząc dziewczynę siedzącą pod drzwiami i z delikatnie przestraszonym wzrokiem wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Dziewczyna popatrzyła na niego i za chwilę na jej twarzy wystąpił grymas niezadowolenia.
- Z czego się śmiejesz?
- Z Twojej miny. Wyglądasz jakby Cię ktoś gonił – mówiąc to wycierał łzy
- Ale śmieszne. Jestem pierwszy raz na wagarach i bałam się, że ktoś mnie zobaczy jak będę szła będę miała wtedy kłopoty – po tych słowach wstała, zdjęła z siebie ubranie i poszła do kuchni zaparzyć sobie herbaty.
- No mała, nie obrażaj się. Też byś się śmiała gdybyś zobaczyła swoją minę – podszedł do dziewczyny i popatrzyła na nią smutnymi oczkami. Nana pokazała chłopakowi język i szybko uciekła do salonu. Niestety chłopak złapał ją i delikatnie rzucił na kanapę. Wziął wielką puchatą poduszkę i uderzył dziewczynę delikatnie w głowę. Brązowowłosa nie chcąc być dłużna, tak samo wzięła wielką poduchę i uderzyła chłopaka tylko, że trochę mocniej. Chłopak upadł na podłogę. Zaczął zginać się z bólu i krzyczeć. Dziewczyna ze łzami w oczach usiadła obok chłopaka i zaczęła go przepraszać. W pewnym momencie krzyk bólu zamienił się w śmiech. Nana wiedząc, że chłopak udawał zaczęła wstawać. Daiki złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Tak, że dziewczyna prawie leżała na chłopaku.
- Jesteś niesamowita – powiedział i poparzył jej w oczy
- A Ty nienormalny.
- I za to mnie kochasz – uśmiechnął się szeroko – obiecajmy sobie coś
- Co? - popatrzyła na niego zainteresowana
- Zawsze będziemy się trzymać razem. Nikt nie stanie między nami. Obiecasz mi to? – tym razem mimo uśmiechu na twarzy jego głos był poważny. Nana uśmiechnęła się.
- Obiecuję. Teraz Ty.
- Obiecuję.

Daiki patrzył na dziewczynę i czekał aż coś powie. Jednak z jej ust nie padło żadne słowo. Chłopak jeszcze raz popatrzył jej głęboko w oczy.
- Przemyśl to mała – i odszedł zostawiając dziewczynę z bałaganem w głowie.

Wieczorem Hinata siedziała i zastanawiała się nad dzisiejszym jej zachowaniem wobec Karin. To co powiedziała chłopakowi nie do końca było prawdą. Owszem, chciała mu pomóc ale też była tak cholernie zazdrosna, że nie potrafiła nie podejść i nie usiąść z nim. Podobał jej się. Wmawiała sobie, że założyła dzisiaj sukienkę dla siebie ale jednak chciała żeby Naruto ją w niej zobaczył, żeby wywołać w nim jakiekolwiek uczucia. Ile razy by sobie nie wmawiała, że to nie dla niego się stroi, że go nie kocha i tak nie oszuka swojego serca. Ale to nie jest jej wina. Tak bardzo chciałaby wyrzucić go z serca, z całej siebie ale nie potrafiła. Jednak jest ktoś, kto potrafi oderwać ją choć na chwilę od myśli związanych z Naruto. Jest nim chłopak imieniem Daisuke. Dzisiaj także spędzała z nim czas. Spotykają się od sylwestra. Nigdy wcześniej nie zauważała go a teraz stał się osobą, która zajmuje większość jej czasu. Chłopak nie wywierał na niej żadnej presji, pomimo tylu spotkań nie spytał czy chce zostać jego dziewczyną. I to jej się podobało. Nie wiedziałaby co odpowiedzieć. Przecież zawsze mówiła sobie, że będzie z chłopakiem, którego darzy naprawdę głębokim uczuciem a ta osobą nie jest Daisuke tylko Naruto. W jego wyglądzie zawsze doszukuje się cech blondyna. Uśmiech nie aż tak błyszczący i niespotykany jak u Naruto, postawa nie tak pociągająca, sposób mówienia nie tak interesujący. Dla niej Naruto stał się przykładem dla każdego innego chłopaka.

Komentarze